Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 116 325 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

noc jest moja pora...

czwartek, 25 sierpnia 2011 21:52

kazdego wieczora rozmyslam a kazda noc to podroz do innego swiata...takie drugie choc krotkie bo 6-7 godzinne zycie...a rano znow to samo-praca a potem nie wiem co ze soba zrobic...doslownie nie wiem...bo niby w pracy sie posmieje <w koncu> mam super kolezanki<w koncu> ale gdy tylko opuszcze jej mury zostaje sama...i czuje ze cos trace,ze cos mijam waznego tyle ze nie wiem co...i to zmeczenie...ja nawet nie mam sily zeby zmienic ta monotonie tu...w polsce to co innego...powrot do domu rodzinnego przyjaciele obowiazki jak zakupy pranie sprzatanie zawsze mialam czym zajac glowe i odgonic mysli...tutaj nikt mnie nie potrzebuje zero obowiazkow...wiec z nudow mysle...i to wykancza bardziej niz obowiazki w domu po pracy...brat powiedzial ze ja wprowadzalam jednak zycie do naszego domu rodzinnego a zawsze moglam mu sie wygadac...teraz czuje ze nie chce tej sytuacji zmieniac...nie tu...pewnego dnia wroce do polski ale kiedy pokaze los...bo znow postawil przed szansa moja psiapsiolke do zycia w tym kraju...a moze i nast odwazy sie tu przyjechac??? for Bluszczu ktorego pierwszy raz nie skrytykowalam za jej zachowanie...ale to juz inna historia xD


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Konflikt, który tkwi w samej strukturze grupy rodzinnej, wynika stąd, że młodzi chcą się z niej wydostać, a starzy pragną ich w niej zatrzymać.

czwartek, 18 sierpnia 2011 0:26

masakra do czego to dochodzi ze dziecko szuka mieszkania zeby nie mieszkac z rodzicami ale nie dlatego ze chce sie poczuc samodzielne czy zalozyc rodzine tylko zeby miec w koncu spokoj psychiczny...przyklad??? moja przyjaciolka desperacyjnie wrecz szuka mieszkania i to nie wazne w jakich warunkach by jej przyszlo mieszkac i czy mieszkala by z obcymi dla siebie ludzmi czy z kolezankami...byle nie ogladac z boku co robia jej "kochajacy rodzice"....jest to smutne i takie przytlaczajace...przeciez to nie tak powinno wygladac...dom rodzinny powinien byc odskocznia od problemow stresow w zyciu codziennym...oaza spokoju,rajem,jak rapuje Karramba<Moj wlasny raj-polecam>....przyjaciele owszem sa wazni ale kto jak nie wlasnie rodzina pomoze nam gdy z nikad nie ma pomocy??? niestety swiat jest coraz bradziej okrutny i w tej chwili rodzina to tylko ktos z kim dobrze wychodzimy na fotografiach,a rodzice skazuja nas tylko na zycie w tym swiecie wlasnie...to polaczylo chyba wiekszosc nas w naszej paczce...stalismy sie dla siebie rodzina zastepcza i wiemy o sobie wiecej niz nasze prawdziwe <???> rodziny...prawie kazdy z nas nie moze juz liczyc na wsparcie i milosc rodziny czy zainteresowanie ba nasze rodziny sa kolejnym zrodlem naszych klopotow...mam takie marzenie-cofnac sie do czasow gdy mialam lat kilka i naprawde nie rozumialam nic..................  dedykacja Dla Yasi...zawsze z Toba...:)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

zycie malolaty kiedys i dzis...

poniedziałek, 15 sierpnia 2011 22:15

Próbuję otworzyć oczy, huk rozlepianych powiek wiruje mi w głowie
Powietrze jakieś takie cięższe, chłepcę je chłepcę powoli na zewnątrz i do środka
Chyba już pójdę
Tyłek przymarzł mi do schodka
Pierwsza myśl: o Matko Boska
Druga myśl: o ja idiotka!

I znowu zamieszanie na chacie
I znowu zarzygane żółcią szmaty
Znowu tępa próba żyletki
Znowu wpierdol od taty......

 

 

 

 

 

sluchajac tego utworu trudno mi czesciowo sie z nim nie utozsamiac...a raczej kiedys napewno...bo przed wyjazdem bylam malolata z problemami...matka zostawila w najtrudniejszym okresie zycia...znalazlam wspaniale nowe powierniczki i tylko one mogly mi pomoc bo nagle uswiadomilam sobie jak mi jest ciezko i jak chce od zycia wiecej...a wiec imprezy coraz czestrze picie alko,chlopcy...ale zawsze mialam reszte zdrowego rozsadku i wlasnie je-przyjaciolki....bo ojciec raczej nie pomagal tylko pogarszal sprawe....teraz pracuje mam swoje pieniadze swoje problemy a rodzina??? jesli dane mi bedzie kiedys ja posiadac nie popelnie bledow moich rodzicow...ale poki co nadal emocjonalnie czuje sie zle...teraz mam kolejne zmartwienia i kolejny dylemat...milosc ktora juz stracilam i nie moge zrobic nic jak czekac na inna...tylko ja nie chce innej...nie dzis,nie w najblizszych dniach,miesiacach,latach...


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

SMIERC...

sobota, 06 sierpnia 2011 22:52

Patrząc na ciemność lub śmierć boimy się nieznanego - niczego więcej.

 

...a jednak ja sie nie boje smierci....boje sie kto tym razem wbije mi noz w plecy kto znow zmiesza mnie z blotem,zdradzi,kogo ja zranie,czego bede zalowac i co szykuje mi jeszcze zycie...a sporo go przede mna...wczoraj lezac w lozku zaczelam nagle rozmyslac o smierci wlasnie...jakie to bedzie uczycie nie istniec...koniec problemow,bolu wszystkiego...po co zyc skoro i tak sie umiera/??? skoro nic nie moze przeciez wiecznie trwac...nasze czyny nasza praca,wszystko...i te rozmyslania doprowadzily do tego ze wrecz zaczelam marzyc wlasnie o smierci...o tym zniknieciu...czy ktos by tesknil?? jak by mnie wspominali wszyscy ludzie w ktorych zyciach tez sie pojawilam i wraz z nimi na zawsze umrze jakiekolwiek wspomnienie o mnie...popelnilam przeciez wiele bledow... po co sie wiec przejmowac tym co inni powiedza jak przezyc skoro i tak pewnego dnia wszystko zniknie wraz z twoja dusza...tak wiec smierci nie nalezy sie bac wrecz przeciwnie...ja sie nie boje i czekam sobie na nia...ona wie kiedy ma przyjsc i zakonczyc moje i tak juz beznadziejne zycie...ale moze sie jeszcze w nim sporo zmienic...czas pokaze....



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

troche smutow...

czwartek, 04 sierpnia 2011 21:56

hmm od czego tu....a wlasnie...moja "przyjaciolka" podczas naszej ostatniej pseudorozmow wygarnela mi cala prawde ktora tak ja dusila co mysli na moj temat...a wiec tak uzalam sie wiecznie nad soba i ona ma dosyc tego sluchac...tak wiec skoro ona mnie juz nie chce  sluchac<jaka szkoda juz mi jej brakuje zal> to wyleje swoje zale tu...

tak wiec od poczatku...nie bylo mi latwo wyjechac tu do uk do pracy...z dala od moich miejsc moich przyjaciol mojej rodziny<nawet mimo tego ze byla w rozsypce> ale przyjaciolki obiecaly ze beda o mnie przeciez pamietac i ze utrzymamy kontakt<dzieki wielkie ze urodzilam sie w tym xxi wieku gdzie jest cos takiego jak internet xD> i ze zawsze w razie problemow mam mame ktora mi pomoze i nie bede sama...niestety to nie bylo takie kolorowe jak sie wydawalo.okazalo sie ze przez te 3 lata kiedy mama wyjechala a ja przejelam jej paleczke wiele sie zmienilo...w koncu poznalam zajebistych ludzi z nimi spedzalam kazdy wolny czas im powierzalam sekrety i jak kazdy w "tym" wieku imprezowalam...nauczylam sie obslugiwac pralke chcac nie chcac musialam pare razy cos ugotowac <o zgrozo> i dbalam o dom...niestety szkola sie skonczyla spakowalam walizki i wyjechalam...mialam chwile watpliwosci i slusznie...tutaj bylo ciezko nadal jest ale i ta sytuacja mnie czegos nauczyla i wlasnie uswiadomila czym dla mnie byly te 3 lata i jak moja wlasna matka wlasnie przez te 3 lata byla tylko epizodem w zyciu<ktore bylo i nadal jest koszmarne>....Bogiem,bo gdy bywalam na dnie to ja wolalam w myslach o pomoc...niestety...juz nawet jej nie wolam...ale wolam ich...przyjaciol ktorzy nadal sa ze mna...i nadal na to wolanie odpowiadaja...jak zadymy i zabawa i zale to z nimi...i tylko z nimi...juz pokazali mi kolejny raz w Pl ze jednak cos dla nich znacze...milo uslyszec ze bylam motorkiem napedowym grupy ze reszta wciaz czeka...a kiedy powracam szalejemy na calego prawie jak za dawnych czasow bo prawie robi wielka roznice...minal niecaly rok odkad wyjechalam a tak wiele sie zmienilo...my sie zmienilismy...zmienialismy sie juz w szkole ale to wlasnie doroslosc nas zmienia...pierwsze zarobione pieniadze,pierwsza praca sprawila ze taka Asia z niesmialej okularnicy zmienila sie w pewna siebie laske,a ja no coz...podobno az tak sie nie zmienilam poza tym ze jestem bardziej rozgadana teraz i przywiazuje wage do makijazu ubioru...nie boje sie odezwac w Pl bo tu musialam sie odzywac po angielsku dobrze go nie znajac...tak wiec nawet ten wyjazd przyniosl korzysci...kase np...bo to tu jestem....i wciaz mam nadzieje ze pewnego dnia spakuje sie i wroce na stare smieci do swojego domu za ktorym tak codziennie tesknie i gdy go wspomne lzy ciskaja mi sie z oczu...za tymi obowiazkami jak pranie czy sprzatanie nawet...za pieknymi widokami mojego malego miasteczka szczegolnie latem za spacerami z psem za zwyklym witaniem poranka wstajac ze swojego lozka.......................................


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

piątek, 19 września 2014

Licznik odwiedzin:  11  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
2930     

Archiwum

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 11

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl